MYŚLI SCHOWANE

RYSA

Ostrzem rozdzielasz chleb powszedni mojego istnienia

Masłem dobroci oblepiasz usta zła

Rozszarpujesz zgrzytasz, warczysz, przerażasz

Zalewasz mnie śmierdzącym kwasem demonicznej otchłani

Boję się bólu

Nie krwawię, chociaż mnie ranisz

Krzykiem rysę malujesz

Otwartą ranę Strachu pozostawiasz na mojej duszy

Staję się  zdrętwiałym lękiem 

Zagryzką zła

Zalaną kwasem frustracji 

W lęku budzą się moje demony...

Pozostanę niedotykalna

Z otwartą raną, która czeka na pierwszy zrost zapomnienia